Dokładnie dziesięć lat temu, 20 sierpnia 2016, wystawiliśmy pierwsze naklejki reflektorów. Kilka modeli i zero pojęcia, czy ktokolwiek je kupi.
Od tamtej pory do zawodników trafia jakieś 3000 zestawów rocznie, w mniej więcej pięćdziesięciu krajach. To chyba dobry moment, żeby wyjaśnić, skąd się to wszystko wzięło.
Zaczęło się od pytania, na które nikt nie umiał odpowiedzieć
W 2013 roku prowadziłem jedno z największych czasopism motocyklowych w Czechach. Ta praca oznaczała mnóstwo czasu w padoku, a w padoku człowiek zauważa różne rzeczy.
Zauważyłem, że każda maszyna w World Superbike nosi reflektory, które reflektorami nie są. W owiewkach torowych nie ma świateł. Nie ma czym świecić i nie ma czego tłuc. Zespoły naklejają więc naklejki, które wyglądają jak reflektor wersji drogowej, bo Superbike ma wyglądać jak motocykl, który możesz kupić.
Potem zaczęli pytać ludzie z trackdayów, gdzie je zdobyć. Na swoich motocyklach mieli owiewki torowe, a pusty przód wygląda jak niedokończona robota.
Nikt ich nie robił. Nie jako produktu, który da się zamówić. Albo znałeś kogoś z zespołu, albo wycinałeś je sam i żyłeś z efektem.
Więc zacząłem je rysować.
Jak naprawdę wyglądały pierwsze trzy lata
Trafienie w kształt okazało się tą łatwiejszą częścią. Trafienie w folię zajęło znacznie dłużej.
Pierwsze próby to zwykła folia monomeryczna: to, czego firmy reklamowe używają na płaskie powierzchnie. Klei się bez problemu i przez miesiąc wygląda dobrze. Potem się kurczy, krawędzie zaczynają odchodzić i po jednej gorącej sesji masz naklejkę, która przewędrowała tam, gdzie nie powinna.
Reflektor nie jest płaski. To złożona krzywizna, siedzi wprost w strumieniu powietrza, a na trackdayu się rozgrzewa, dostaje myjką ciśnieniową i trafia na niego zmywacz do hamulców. Działa folia polimerowa 3M z laminatem odpornym na UV na wierzchu. Idzie po krzywiźnie, zostaje tam, gdzie ją położysz, i przeżywa chemię. Kosztuje więcej. Jest też jedyną rzeczą, która naprawdę działa, więc ten spór rozstrzyga się sam.
W 2016 proces był już powtarzalny, więc sklep ruszył.
Co zmieniło się przez dziesięć lat
Katalog. Wtedy kilka modeli, dziś 59. Większość wzięła się z maili od zawodników, którzy pytali, czy robimy ich motocykl. Uczciwa odpowiedź zwykle brzmiała nie, a kilka tygodni później tak.
Metoda. Każdy zestaw rysujemy z prawdziwej maszyny: zdjęcia, pomiary, przymiarka na owiewce, poprawki. Nie skalowanie ze zdjęcia prasowego. Dlatego zestaw do R6 pasuje do R6 i nie trzeba go docinać.
Tempo. Dziś nowe motocykle pokrywamy, póki są nowe. R9, ZX-4R, Panigale 2025, ZX-10R 2026: zestawy były gotowe wtedy, gdy zawodnicy zaczynali zakładać na nie owiewki torowe. Nie dwa lata później.
To, co wciąż mnie zaskakuje
Zdjęcia. Ludzie je przysyłają.
Panigale w Vancouver. ZX-10R w Stanach. MV Agusta F3 w Niemczech. Ducati w Norwegii. Oli Bayliss jeździł z naszymi naklejkami na R6. Gdyby ktoś mi to powiedział w 2013, kiedy kiepsko ciąłem folię w warsztacie, nie uwierzyłbym.
Za każdym z nich stoi ktoś, kto wydał własne pieniądze na owiewki torowe, a potem szukał ostatniego detalu. To cały nasz klient w jednym zdaniu i przez dziesięć lat się nie zmienił.
Co dalej
Więcej modeli. Zestawy tylnych świateł w całym katalogu, nie tylko do kilku motocykli. I porządny przewodnik po zasadach dotyczących świateł na trackdayach, bo „czy muszę zakleić reflektor” to wciąż jedno z najczęstszych pytań, a odpowiedzi w sieci to bałagan.
Jeśli kiedyś przez ostatnie dziesięć lat kupiłeś zestaw, dzięki. Bez tego naprawdę by to tak długo nie przetrwało.
Użyj kodu 10YEARS i masz 10% rabatu, ważne do 30 września.